CHŁOPCY

Joanna NOWIŃSKA

Trzydziesta szósta w historii dialogowego "Teatru przy stoliku" premiera - "Chłopcy" Stanisława GROCHOWIAKA w reżyserii Tadeusza MROCZKA - miała charakter eksperymentu artystycznego. Zwykle bowiem w tej konwencji wystawiano kameralne, małoobsadowe spektakle. Najnowsza propozycja, przedstawiona publiczności 1 kwietnia 2004 obyła się z udziałem aż jedenastu wykonawców. Niezmienne pozostały natomiast elementy czyniące z dialogowych spektakli unikalne zjawiska - dbałość o właściwie zinterpretowane SŁOWO podkreślone odpowiednio wypracowanym GESTEM.

O ile w swej poezji Grochowiak był artystą synkretycznym swobodnie czerpiącym z dorobku różnych epok - antyku, średniowiecza, renesansu, baroku i secesji - o tyle w dramaturgii pozostawał wierny formie posępnej groteski z elementami absurdalnego humoru, lub poetyckiej przypowieści. Na tym tle "Chłopcy" zadziwiają swą pogodną atmosferą. To prosta opowieść o zwykłych ludziach, przywołująca najprostsze wzruszenia. Oczywiście, pojawiają się w niej wątki przewijające się przez całą twórczość Grochowiaka, a więc fascynacja motywem przemijania i świadomość nieuchronnego kresu, zadziwiające u zaledwie trzydziestodwuletniego autora.

Akcja dramatu rozgrywa się więc gdzieś w prowincjonalnej Polsce lat 60-tych, a jej scenerią jest prowadzony przez zakonnice Dom Opieki Społecznej. Tytułowi "chłopcy" to pensjonariusze tego dosyć z pozoru przygnębiającego przybytku, a więc panowie w wieku... powiedzmy, że mocno już dojrzałym. Wystarczy zdradzić, że najmłodszy z nich, zwany pieszczotliwie "Smarkulem" liczy sobie 65 wiosen... Po hasłem "Starość to schludność", lansowanym gorliwie przez zasadniczą siostrę Marię (Agnieszka Pera), toczy się życie tej mikrospołeczności, z pozoru nudne, szare i nieciekawe.

A jednak jest inaczej. Za fasadą codziennych rutynowych czynności wypełniających kolejne dni, ukrywają się bowiem emocje i namiętności, które autor tekstu, a także reżyser spektaklu przedstawiają z żartobliwym przymrużeniem oka. Sceniczna historia nie ma więc nic wspólnego z obiegowym obrazem smętnych staruszków pogrążających nie nieubłaganie w demencji. Przeciwnie! W interpretacji dialogowych aktorów "chłopcy" są naprawdę sympatyczni, zabawni, pełni temperamentu i wciąż nowych pomysłów. Oto pan Pożarski (Jerzy Domin) - inicjator codziennych rozrywkowych spotkań i znany gorszyciel miejscowych dewotek, namiętnie wojujący z miejscowym proboszczem. Uwielbia również toczyć dysputy z rozsądnym Jojo (Wacław Dąbrowski), którym z zaciekawieniem przysłuchuje się radośnie chichoczący Smarkul (Jerzy Bokiej) - z racji swojego "młodocianego" wieku często strofowany przez starszych kolegów.. Doborową paczkę przyjaciół uzupełnia pan Kalmita (Jerzy Litwin). Na chwilę zjawia się także Profesor (udany debiut sceniczny prezesa "Dialogu", Bogdana Gutkowskiego).

Oczywiście, oprócz "chłopców" są również i "dziewczęta". Oto zalotna pani Hrabina (Mira Cybulska), pląsająca wśród klombów w rytm walca Lehara, jest - wprawdzie nieobecna, ale często wspominana - Babcia Peloponez, licząca sobie, jak twierdzą "chłopcy" - 213 lat! Pojawia się również kolejna kobieca bohaterka, tym razem spoza zamkniętego kręgu naszych pensjonariuszy. To pani Narcyza (Krystyna Chudzikiewicz) - także dosyć już posunięta w latach prowincjonalna aktorka - małżonka Kalmity Przed dziesięcioma laty opiekę nad starzejącym się mężem przekazała zakonnicom. Dziś, gdy sława, uroda i wielbiciele "przeminęli z wiatrem" zaczyna doceniać uroki spokojnego małżeńskiego szczęścia. Aby jednak je celebrować, potrzebny jest zapomniany przez dekadę mąż, którego po prostu zabiera do domu.

I co? Pan Kalmita czmycha czym prędzej spod troskliwej opieki żonki. Nie pomogły pyszne śniadanka, trzydaniowe obiadki i wieczorne czułe pogawędki... Wraca więc do swoich "chłopców"!

Zgodnie z poetyką dialogowych spektakli, zabawna, a zarazem wzruszająca opowieść rozgrywa się w ascetycznej scenografii. Nie ma kostiumów, nie ma charakteryzacji. Tym większe więc słowa uznania należą się i reżyserowi i aktorom, kreującym na scenie rzeczywistość tak bardzo odbiegającą od współczesnych realiów, a jednak bliską nam wszystkim. Przecież w tej historii odnajdujemy uniwersalne wartości - potrzebę tolerancji i szacunku dla tych, którzy z racji wieku znaleźli się już na marginesie życia. I wartości te są dziś tak samo aktualne jak w latach sześćdziesiątych. A może nawet jeszcze bardziej? Przecież teraz, w epoce dyktatu młodości, zdrowia i urody jeszcze trudniej jest przeżywać nieuchronną starość? Zabawne perypetie scenicznych bohaterów mogą więc przywołać o wiele mniej zabawne refleksje...

Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"

 

Scena Teatralna | Scena Muzyczna | Scena Poezji | Teatr przy stolikach | Dialogi o Kulturze | Spotkania autorskie
  
Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog