ĆMA

Joanna NOWIŃSKA

Utrzymany w nostalgiczno-wspomnieniowym klimacie spektakl obejrzeliśmy 4 listopada 2004 roku w koszalińskim Teatrze Propozycji "Dialog". "Ćmę" - monodram przedstawiony przez Caryl SWIFT i oparty na motywach powieści Thomasa Manna "Lotta w Weimarze" wyreżyserował Stanisław Otto MIEDZIEWSKI. Scenariusz jest dziełem Marcina BORTKIEWICZA. Po raz kolejny mieliśmy więc okazję obejrzeć występ gościnny znanej już dobrze w Koszalinie słupskiej grupy "Compania Banda Oszustów". Pochodzenie tej zadziwiającej nawy nawiązuje przewrotnie do tradycji wędrownych aktorskich trup, nie cieszących się dawniej zbytnim poważaniem...

Na szczęście czasy, gdy aktorów postrzegano jako pariasów bytujących nędznie gdzieś na marginesie, należą już do przeszłości. Sztuka teatralna odzyskała należne jej miejsce, a zainteresowanie publiczności towarzyszące propozycjom słupskich artystów potwierdza jej wysoką rangę w "panteonie sztuk wszelakich". Tak było i w ten listopadowy wieczór, gdy zaproszono licznie przybyłych widzów na wędrówkę śladami romantycznej miłości. Kunszt artystyczny realizatorów spektaklu sprawił, że była to wędrówka zarówno wzruszająca, jak i pełna nostalgicznego humoru.

Oto w jaskrawym świetle reflektorów na scenie pojawia się dojrzała dama, odziana - jakże niestosownie, zważywszy jej wiek - w dziewczęcą suknię, będącą szczytem mody na początku lat siedemdziesiątych XVIII stulecia. Bujne kształty damy spowija biały, fantazyjnie udrapowany muślin, niezliczone falbanki ozdobione są różowymi kokardkami, wplecionymi również w koafiurę leciwej kokietki. Pastelowy róż zdaje się być ulubionym kolorem bohaterki...

Początkowe zdumienie niestosownością stroju szybka mija. Dziewczęca kreacja jest starannie przemyślanym strojem mającym wywrzeć odpowiednie wrażenie na mężczyźnie niezwykłym, który stał symbolem niemieckiego romantyzmu. To Johann Wolfgang Goethe, jeden z najbardziej znaczących w skali światowej poeta, dramaturg, prozaik, uczony, polityk i mąż stanu, a odziana w muśliny dama to Charlotta, pierwowzór słynnej Lotty uwiecznionej na kartach powieści "Cierpienia młodego Wertera", będącej manifestem pokoleniowym, a jednocześnie buntem przeciw sztywnej mieszczańskiej obyczajowości.

Mamy rok 1816. Od spotkania tych dwojga minęły 44 lata. a jednak wspomnienia okazują się wciąż żywe. Bohaterka cofa się w odległą przeszłość, do letnich miesięcy 1772 roku. Był dla młodziutkiej Lotty Buff okres niezwykły, pełen nagłych, niespodziewanych olśnień i uczuciowych zawirowań. Chociaż jasnowłosa Lotta była już wówczas narzeczoną Kestnera, nie pozostała obojętna na urok poety. Łączyły ich tylko wspólne spacery, rozmowy i jeden, jedyny pocałunek skradziony gdzieś w ustronnym zakątku zarośniętego malinami ogrodu... Może to właśnie wówczas niebieskooka blondyneczka po raz pierwszy założyła zwiewną biało-różową kreację? Teraz niecierpliwie czeka na spotkanie z dawną miłością, mając nadzieję, że ten strój poruszy jakąś strunę w duszy nie widzianego ponad cztery dekady kochanka.
Bowiem pani Charlotta - poważna wdowa i matka gromadki dorosłych już dzieci, przybywa do Weimaru na zaproszenie siostry. Doskonale wie, że właśnie to miasto stało się siedzibą genialnego artysty. W ciągu minionych lat Goethe zyskał światową sławę, a Charlotta ma za sobą nieciekawy żywot gospodyni domowej. Co będzie dalej? Jak potoczą się ich losy?

W interpretacji Caryl Swift postać dojrzalej Charlotty budzi wzruszenie. Swoisty rozrachunek z przeszłością porusza psychologiczną prawdą. Kobieta dokonuje oceny swoich życiowych wyborów, usiłując przekonać samą siebie o ich słuszności. Jednak groteskowo dziewczęcy strój skrywa serce pełne nadziei. Razem z Charlottą przeżywamy jej wspomnienia, nadzieje, oczekiwania i pragnienia. Śmiech splata się z nostalgią, zadziwienie - ze wzruszeniem. Operując niebywałą ilością środków aktorskich Caryl Swift tworzy swą bohaterkę jako postać wiarygodną, zarówno liryczną jak tragiczną. Wzruszają nawet - czasami karykaturalnie przerysowane - śmiesznostki starszej damy kreującej się na uwodzicielkę. I chociaż szanowna wdowa próbuje dystansować się do legendy nieśmiertelnej Lotty, doskonale widać, że te porównania są dla niej źródłem kobiecej dumy, a wspomnienie jedynego pocałunku towarzyszy jej przez całe, życie.

I co? Konfrontacja marzeń z rzeczywistością często bywa bolesna... Upragnione spotkanie, na które Charlotta czekała ponad czterdzieści lat przynosi tylko rozczarowanie. W czasie przyjęcia Goethe jest o wiele bardziej zainteresowany "esencjonalnym bulionem z kluseczkami nieporównanej delikatności" niż obiektem swej młodzieńczej miłości.

Oprócz kreacji aktorskiej Caryl Swift, scenicznej opowieści o utraconych złudzeniach dodaje blasku reżyseria. Stanisław Otto Miedziewski w wyważonych proporcjach łączy elementy melodramatyczne i komiczne. Sprawia również, że ta "refleksja o przemijaniu" budzi autentyczne wzruszenie.

Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"

 

Scena Teatralna | Scena Muzyczna | Scena Poezji | Teatr przy stolikach | Dialogi o Kulturze | Spotkania autorskie
  
Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog