Emilia Krakowska w "Dialogu "
Joanna NOWIŃSKA


Równie sympatyczne, co niekonwencjonalne okazało się spotkanie ze znaną aktorką filmową, teatralną i telewizyjną - Emilią KRAKOWSKĄ, prowadzone przez redaktor Jagodę KOPROWSKĄ z Radia "Koszalin ". Wiele wybitnych ról - między innymi zmysłowej Jagny w "Chłopach ", lirycznej Maliny w "Brzezinie " i pełnej ciepła Gabrysi w serialu "Na dobre i na złe " - przyniosło pani Emilii ogromną popularność i sympatię wielomilionowej publiczności. A w jaki sposób ukształtowała się tak barwna artystyczna osobowość? Na to i wiele innych pytań poznaliśmy odpowiedź 10 marca 2005 w koszalińskim Teatrze Propozycji "Dialog ".


Miałam to szczęście, że od wczesnego dzieciństwa pochylali się nade mną wspaniali ludzie - powiedziała Emilia Krakowska. - O tym, że w przyszłości pragnę zostać aktorką oznajmiłam mamie w wieku ośmiu lat. I plany te zyskały akceptację. Dla niej zawsze byłam cudownym dzieckiem, chociaż wielu wujków z ubolewaniem kiwało głową, martwiąc się o moją maturę... To, jakim jestem człowiekiem, zawdzięczam w bardzo dużym stopniu właśnie mamie. Wiadomo - "czym skorupka za młodu.... " Wcześnie zaczęłam oglądać wystawy plastyczne i chodzić do Filharmonii (chociaż na początku zasypiałam...), następnie były kursy tańca, później szkoła baletowa. W liceum poznałam czołówkę współczesnej polskiej literatury podczas słynnych "czwartków literackich ", kiedy to Lepold Staff przedstawiał Tadeusza Różewicza jako "wielką nadzieję polskiej poezji ". W moim rodzinnym Poznaniu wychowano mnie w atmosferze umiłowania kultury oraz szacunku dla tradycji i autorytetów. Myślę, że miałam wielkie szczęście!

Początkowo droga wiodąca do aktorstwa okazała się jednak nieco wyboista i zainteresowanie sztuką teatralną przyniosło kilkunastoletniej Emilii niezbyt miłe doświadczenia. Za udział w awangardowym spektaklu - już wówczas "mury tradycyjnego teatru uznawała za zbyt ciasne " - została bowiem usunięta z poznańskiego Liceum im. Dabrówki. Wspomina, że to wydarzenie zawdzięcza jednemu ze swych profesorów, który:

Poznał mnie chyba "po nogach ", ponieważ grałam w masce! Wyjechałam wówczas do szkoły w Drezdenku. Traktowałam to jak zesłanie, ale Drezdenko leżało w pięknych okolicach, były tam lasy, jeziora, stadion, basen. Spotkałam tam ciekawych ludzi, którzy... traktowali mnie krótko, zaczęły się także pierwsze doświadczenia z płcią przeciwną. Właśnie ta nauka trwała wyjątkowo długo! Popełniłam wszak cztery małżeństwa! Niedawno przeczytałam książkę "Płeć mózgu " i zrozumiałam wszystkie swoje błędy! I po co były te wszystkie "jazdy na traktorach ", czy motorach? Przecież - aby zasłużyć na zainteresowanie panów - wystarczy... być! Po prostu być!

Przyszedł czas na egzaminy do Szkoły Teatralnej, kiedy to przyszli adepci wielkiej sztuki mają do dyspozycji półtorej minuty, by zainteresować komisję, zmęczoną wszak wielce produkcjami kilkuset kandydatów:

Zaczęłam więc prezentować tę swoją poezję i prozę - wspomina pani Emilia - i w pewnym momencie pomyślałam: jest dobrze! Komisja - a zasiadali w niej Jan Kreczmar Ludwik Sempoliński i Kazimierz Rudzki - płakała!. W szkole miałam kontakt z wielkimi osobowościami polskiej sceny. Cieszyłam się, że ktoś z nich uśmiechnął się do mnie, przyjacielsko poklepał po ramieniu (o docenianiu nie było mowy!). A kiedy taki pan Kazimierz Opaliński czy Tadeusz Fijewski wyciągnął w moją stronę "wymiętolonego " cukierka ze słowami "dla ciebie " - po prostu szalałam ze szczęścia!

Wówczas pani Emilia poznała także siłę, magię i znaczenie pięknie wyartykułowanego SŁOWA, najważniejszego z elementów składających się na to tajemnicze zjawisko, jakim jest TEATR. Dopiero później przychodzi czas na "szminkę, światła i kostium ". Teatr Rapsodyczny, od lat kultywowany w koszalińskim "Dialogu ", uznaje za najbardziej czystą, najszlachetniejszą odmianę sztuki teatralnej, ponieważ - jak mówi:

W płynącym ze sceny słowie zawarte są wszystkie nasze myśli, warunkujące interpretację i dykcję....

Po czterdziestu latach pracy artystycznej nagromadziło się sporo refleksji dotyczących specyfiki sztuki scenicznej. Pani Emilia jest przekonana, że każdy spektakl jest odmienny, bo przecież to reakcje publiczności określają sposób teatralnych prezentacji. Znakomity gość przekazał nam również wspomnienia związane z kontaktami z wybitnymi reżyserami. Często słyszy się opinie, że właśnie reżyserzy uczą aktorów zawodu.

Myślę, że w pracy z reżyserami - i nie ma tu znaczenia ich wiek, a nawet płeć - bardzo pomagały mi kobiecość, intuicja i... chytrość - powiedziała Emilia Krakowska. - Reżyser zawsze jest po drugiej stronie, a ja ze swoją mądrością i doświadczeniem muszę wyczuć jego intencje. Wspólnie poszukujemy najlepszego efektu. Miałam szczęście pracować z Andrzejem Wajdą, bardzo wyrozumiałym dla tak smarkatej osoby, jaką wówczas byłam. To genialny reżyser, wymagający całkowitego zaangażowania i bezbłędnie kierujący zespołem. Ale ten grymas wiecznego niezadowolenia... Cóż, po prostu taką ma urodę! I jest bardzo skąpy w recenzjach, zwłaszcza przedstawianych w cztery oczy.... Próbowałam przekazywać Wajdzie swoje sugestie. Wysłuchał i... powiedział, że zrobi tak jak uważa. Poradził też, abym nigdy nie mówiła takich rzeczy żadnemu z reżyserów, bo nikt tego nie wytrzyma! Nie zapomnę też jego głośno wyrażanej dezaprobaty podczas realizacji jednej z najtrudniejszych dla mnie scen w filmie "Bez znieczulenia ". Otóż - jako dentystka - musiałam zaglądać do ust samemu Zbigniewowi Zapasiewiczowi, asystentowi Kreczmara! A jama ustna to przecież najbardziej intymna część ciała...

Pierwsze spotkanie Emilii Krakowskiej i Andrzeja Wajdy miało miejsce na planie "Brzeziny " - adaptacji jednego z najpiękniejszych opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza. Ponieważ dyplomowym spektaklem młodej aktorki było "Lato w Nohant ", więc klimat iwaszkiewiczkowskiej prozy był już jej bardzo bliski. Sześciotygodniową pracę w leśniczówce pod uważnym okiem znakomitego reżysera wspomina jako niezwykłe zawodowe doświadczenie:

Razem z Olgierdem Łukaszewiczem, (przybyłym do nas jako "śląskie dziecko " opromienione świeżym sukcesem "Soli ziemi czarnej ") i Eugeniuszem - to od "geniusza " - Olbrychskim tworzyliśmy bardzo zaangażowany zespół. Myślę, że udało nam się oddać emocje zawarte w opowiadaniu - przejmujący ból towarzyszący świadomości nieuchronnego przemijania, tęsknotę za miłością, za życiem.... Moje wrażenie potwierdza oddźwięk, z jakim spotkała się "Brzezina ". I to nie tylko w Polsce. Film odniósł sukces w Paryżu, i w Finlandii, gdzie przez osiem tygodni nie schodził z ekranów. Widać, że ludzie Północy także odnaleźli się w tej nostalgicznej atmosferze.

Równie interesujący był dla pani Emilii Krakowskiej udział w filmie "Chłopi ". Na planie tego wielkiego, przygotowywanego przez kilka lat przedsięwzięcia spotykali się bowiem aktorzy należący już wówczas do historii polskiego teatru:

Czułam się wyróżniona przez los - wspomina. - Wielkie aktorskie tuzy przejeżdżały z różnych polskich miast, by zagrać w epizodach. To galeria wspaniałych, niezapomnianych postaci Poznałam króla Borynę - wielkiego Władysława Hańczę - i Barbarę Ludwiżankę, a pani Jadwiga Chojnacka podczas zdjęć pozwoliła mi mówić do siebie "mamo "! Atmosfera na planie była wspaniała!

Także i najnowsze wrażenia z pracy na planie popularnego serialu "Na dobre i na złe ", w którym jako Gabrysia zdobyła szturmem serca telewizyjnej widowni, są bardzo sympatyczne.

Prywatnie pani Emila Krakowska nie przypomina swego ekranowego wizerunku. Zamiast znanej nam z serialu skromnej, wiecznie zatroskanej Gabrieli zobaczyliśmy na dialogowej scenie atrakcyjną kobietę ubraną z ekstrawagancką elegancją, błyskotliwą, tryskającą temperamentem i humorem, świadomą swojej kobiecości i urody, a jednocześnie szalenie refleksyjną. Lekarstwem na ponurą szarość codziennych dni jest dla niej przede wszystkim kontakt z ludźmi, poezją i muzyką.

To jedyne wytchnienie - powiedziała pani Emilia. - Filharmonia jest dla mnie kościołem, tam oddycham pełną piersią! Smutek pokonuję także kolorem. Barwne stroje, ekstrawaganckie kreacje z piórami, pomagają przezwyciężyć i szarość naszego klimatu i płynące z niej nostalgiczne nastroje. Kolor nas niesie! Przecież w czerwonej marynarce trzeba się wyprostować!






Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"

 

Scena Teatralna | Scena Muzyczna | Scena Poezji | Teatr przy stolikach | Dialogi o Kulturze | Spotkania autorskie
  
Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog