LUBIĘ WYCHODZIĆ PRZED SZEREG...

Izabela NOWAK

Czwarte z cyklicznych spotkań "DIALOGI O KULTURZE", zorganizowane 22 marca 2004 przez Teatr Propozycji "Dialog", miało charakter wyjątkowy, związany tematycznie z obchodzonym już po raz czterdziesty trzeci Międzynarodowym Dniem Teatru. Rozmowy zdominowała więc sztuka teatralna i nie mogło inaczej być, skoro gościem spotkania był JAN ENGLERT - wybitny aktor teatralny i filmowy, reżyser i pedagog. Jak zwykle, kolejnemu "Dialogowi o kulturze" towarzyszyło ogromne zainteresowanie publiczności.


Zgodnie z tradycją "Dialogów o kulturze" w pierwszej części spotkania rozmowę z bohaterem wieczoru podjęli Marta Pisera - redaktor "Głosu Koszalińskiego", Jupi Podlaszewski - dziennikarz, reżyser i pedagog oraz Bogdan Gutkowski - prezes STP "Dialog". W drugiej części głos oddano publiczności.

Teatr obecny jest w życiu Jana Englerta od czterdziestu lat. Znakomity gość podzielił się swoimi przemyśleniami dotyczącymi misji sztuki teatralnej, jej specyfiki, kondycji współczesnego polskiego teatru, zagrożeń, jakie mogą hamować jego dalszy rozwój, ale jednocześnie i szans, jakie przed teatrem otwiera postępująca wirtualizacja współczesnego świata. W rozmowie poruszano także tematy związane ze statusem zawodu aktora, nie zabrakło również trudnych tematów związanych z polską polityką kulturalną:

- Jestem zwolennikiem małych ojczyzn. Decyzję o istnieniu teatru w Koszalinie powinni więc podejmować jego mieszkańcy, a nie urzędnicy. Taki system sprawdza się w Niemczech, gdzie podatnicy decydują o działalności filharmonii czy teatru. A takie wybory wynikają z autentycznych duchowych potrzeb. Na tym tle bardzo wysoko oceniam tak unikalne zjawisko, jakim jest koszaliński Teatr Propozycji "Dialog", zrzeszający ludzi poświęcających swą prywatność dla artystycznych pasji. A to właśnie "pasja" jest siłą napędową całej kultury, odpowiadającej przecież za stopień edukacji społeczeństwa.

Wśród niesionych przez współczesność niebezpieczeństw, które mogą zagrozić rozwojowi kultury, Jan Englert na pierwszym miejscu wymienił Internet. Wśród użytkowników Internetu pojawiają się kłopoty z uczuciami wyższymi, plastyką wypowiedzi, przestrzenną wyobraźnią. Specyfika internetowej komunikacji sprawia, że SŁOWO deprecjonuje się, traci swoją wartość na rzecz pozbawionego interpretacji i emocjonalnego zabarwienia WYRAZU. Paradoksalnie jednak te zagrożenia otwierają dla teatru nowe szanse. Okazuje się na przykład, że najlepszą terapią w leczeniu młodzieży od komputerowego uzależnienia jest właśnie posługujący się SŁOWEM teatr, umożliwiający ponadto bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem i aktywizujący wyobraźnię. Więc - "zamiast klikać - wróćmy do sztuki słowa!" - zakończył ten temat Jan Englert

Współczesny teatr często podąża w kierunku wielkich widowisk multimedialnych. Czy w obliczonym na efekt bogactwie środków technicznych nie gubi się prawdziwy sens teatru? Zdaniem Jana Englerta:

To kwestia mody. W świecie teatru jest miejsce także i dla takich przedsięwzięć. Uważam, że w teatrze najważniejszy jest AKTOR. Różne epoki, które przeżywała sztuka teatralna potwierdzają tę tezę. Bywały bowiem epoki scenografów, inscenizatorów, epoki gwiazd i epoki dyktatu młodych wściekłych reżyserów ferowanych przez młodych wściekłych krytyków teatralnych. A tymczasem prze kasie zawsze padało odwieczne sakramentalne pytanie, "kto gra?".
Jaka przyszłość czeka polski teatr?

Zdaniem Jana Englerta współczesność przyniosła zachwianie kryteriów i dewaluację wartości, następują przewartościowania w zakresie hierarchizacji priorytetów, zarówno w sferze estetyki, jak i - co jest o wiele ważniejsze - etyki. Te zjawiska przekładają się na współczesny polski teatr, chętnie epatujący dewiacją i szokujący brutalnością.

Biegniemy tam, gdzie leje się krew - komentuje Jan Englert -. Ponadto żyjemy w czasach "bezwstydnych", gdzie ma tematów tabu. A wzorce kreowane przez tak bardzo popularne telewizyjne talk-showy narzuciły pewien styl scenicznej ekspresji. Ludzie bez oporów mówią przed kamerą o swoich najbardziej intymnych przeżyciach i problemach. A ja czuję się po prostu zażenowany... Jednak jestem pewien, że po pewnym czasie pojawią się inne potrzeby i teatr będzie musiał na nie odpowiedzieć.
Rozważaniom Jana Englerta o perspektywach rozwoju sztuki teatralnej w XXI wieku towarzyszył jednak optymizm. Przecież teatr towarzyszy nam od wieków! Ale teatr jest sztuką formy, więc z upływem czasu zmienia się jego język. I to bardzo szybko. Niezmienna pozostaje jednak wymiana myśli i emocji między aktorem a widzem, generująca wspólnotę przeżyć. Tego nie da się zapomnieć. Teatr narzuca również pewien styl życia, kształtuje potrzeby intelektualne. Jan Englert, zwolennik teatru ambitnego i poszukującego, jest przeciwnikiem schlebiania najniższym gustom. Wierzy w społeczne posłannictwo teatru, z wiodącą rolę AKTORA. Niezależnie czy postrzegany jest jako "prorok", "inżynier dusz" czy też jako "błazen"...

Dlaczego tak popularny artysta i zasłużony pedagog zgodził się przyjąć nominację na dyrektora Teatru Narodowego - najbardziej prestiżowej spośród warszawskich scen? Także i odpowiedź na to pytanie interesowała widzów, którzy w marcowy wieczór wypełnili salę widowiskową koszalińskiego Domku Kata:

Nominację przyjąłem z próżności, pychy i ze... skromności - odpowiedział Jan Englert. - Lubiłem wysuwać się przed szereg i tej tendencji nie zmienił nawet fakt, że często obrywałem po łapach. Ponadto zawsze pociągały mnie nowe wyzwania. A o przyjęcie propozycji kierowania Teatrem Narodowym prosili mnie również koledzy. Więc wyraziłem zgodę. Jednak nie było mi łatwo! Moja nominacja spotkała się z dezaprobatą tak zwanego "środowiska". Miałem wszystkich przeciwko sobie, a pierwszy SMS, jaki otrzymałem już jako dyrektor, brzmiał: "Witamy w klubie samobójców".

Dziś, gdy od nominacji mięło już prawie siedem miesięcy, Jan Englert może mówić o sukcesach narodowej sceny. Mimo chaosu organizacyjnego i proceduralnego charakteryzujących polską politykę kulturalną, mimo nierealnego prawa finansowego, mimo stresującej atmosfery niepewności i tymczasowości, mimo braku poczucia stabilizacji finansowej, udało mu się zaplanować repertuar aż do 2006 roku. A przy istnieniu czterech, a nawet pięciu scen, z których każda posiada swoją artystyczną specyfikę, jest to przedsięwzięcie karkołomne...

Ogromną popularność przyniósł Janowi Englertowi udział w filmach kinowych i serialach telewizyjnych. Teraz zniknął z małych i dużych ekranów... Dlaczego?

Myślę, że przyczyn jest kilka - odpowiedział Jan Englert. - Jako rektor po prostu nie mogłem przyjmować pewnych rol. W środowisku rozniosła się wieść, że odmawiam... i propozycje przestały napływać. A może to kwestia wieku? Nie mogę już wcielać się w młodych ognistych amantów, a do grona dziadków-emerytów jeszcze nie należę.

Jan Englert jest przekonany, że w każdym z nas, oprócz pospolitego "zjadacza chleba", tkwi także Anioł. Wierzy w sztukę i w potrzebę duchowości, którą sztuka zaspokaja. Wierzy także w... siebie. Nie ma marzeń, tylko cele, które realizuje. Sam siebie nazywa "mistrzem świata w deprecjonowaniu sukcesów i bagatelizowaniu porażek".



Czwarty "Dialog o kulturze" wzbogacony został o sympatyczny lokalny akcent. Prezydent Koszalina. Mirosław Mikietyński uhonorował prezesa Bogdana Gutkowskiego odznaką "Zasłużony Działacz Kultury". Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru złożył również wszystkim dialogowcom serdeczne gratulacje, przytaczając słowa wybitnego niemieckiego dramaturga Tankreda Dorsta:
Teatr jest jedną z wielkich zdobyczy ludzkości - jak koło i ogień. Niech żyje teatr!



Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"

Scena Teatralna | Scena Muzyczna | Scena Poezji | Teatr przy stolikach | Dialogi o Kulturze | Spotkania autorskie
Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog