KONTRAKT

Joanna NOWIŃSKA

Twórczość Sławomira MROŻKA, mistrza groteski i absurdu, wielokrotnie gościła już na scenie koszalińskiego Teatru Propozycji "Dialog". Dwa dramaty - Emigrantów i Monizę Clavier wyreżyserował niedawno Edward Żentara. 9 marca 2006 mieliśmy okazję ponownie spotkać się z tym przedziwnym światem, trochę śmiesznym, trochę strasznym zrodzonym w wyobraźni Mrożka poprzez kolejne, o wiele mniej znane od poprzednich sceniczne dzieło. Tym razem był to Kontrakt zaadoptowany i wyreżyserowany przez Marię ULICKĄ. Głębię i przesłanie mrożkowskiego tekstu przekazali publiczności dialogowi aktorzy - Jerzy LITWIN i debiutujący w pierwszej dużej roli Paweł RYFUN.

Mogłoby się wydawać, że mijający czas powinien stępić ostrze satyry Sławomira Mrożka, kojarzonego przede wszystkim z czasem tak zwanego "realnego socjalizmu". Przecież Mrożek tropił i w sposób szalenie błyskotliwy podważał ówczesne absurdy królujące w nadwiślańskim kraju i kształtujące z lekka wynaturzony obraz naszej bezsensownej codzienności. A teraz? Żyjemy przecież w zupełnie innej rzeczywistości, zmieniły się czasy, obyczaje, stara dobra Europa straciła status upragnionej "ziemi obiecanej" i skurczyła do rozmiarów starego województwa. Tylko kilkudziesięciominutowy lot dzieli nas od każdej europejskiej stolicy! Ale czy absurdy zniknęły z naszego życia? I czy naprawdę jesteśmy Europejczykami? Czy możemy się nimi czuć?

Na to pytanie znajdziemy odpowiedź w wielu dramatach Sławomira Mrożka, które - mimo upływających lat - wciąż zachowały swoją aktualność. I ta odpowiedź pewnie nie będzie zbyt korzystna dla naszego nagle wybujałego "europejskiego ego"... Satyryk bezlitośnie obnaża bowiem zbanalizowane, najczęściej postromantyczne stereotypy wciąż kształtujące świadomość i osobowość Polaków. Przeglądajmy się więc w tym wielkim, z lekka skrzywionym zwierciadle, jakim jest twórczość genialnego satyryka, pełna mądrych, głębokich przemyśleń sytuujących jego dramaty nawet w rzędzie moralitetów, czy przypowieści filozoficznych.

Tymczasem młoda teatralna publiczność nie ma zbyt wielu możliwości do kontaktów z ponadczasową sztuką Mrożka. Zmieniły się bowiem obowiązujące w sztuce teatralnej konwencje i sceniczne style. Może dlatego twórczość Mrożka, tak rzadko pojawia się na współczesnych scenach? W czasach. gdy eksperymenty formalne stały się powszechne, gdy z lubością epatuje się ze sceny przemocą i nagością, wielu teatralnych twórców uważa, że Mrożek sam sobie zamknął drogę do współczesnego teatru. Na szczęście - nie wszyscy.

 

 

Na dialogowej scenie zobaczyliśmy doskonale wyreżyserowany spektakl, który okazał się kwintesencją teatru intelektualnego, pełnego aluzji i metafor. Spektakl oddający wszystkie odcienie wielkiego absurdu, w jakim zanurzona jest ludzka egzystencja. Spektakl podkreślający znaczenie słowa i oparty przede wszystkim na mistrzowskim dialogu, w którym znalazł się czas na przemilczenia i refleksję, spektakl posługujący się groteską, satyrą i parodią nasyconym komediowym żywiołem. Ale, jak każda "ludzka komedia", także i ta miała bardzo gorzki smak... Klimat widowiska współtworzyła ilustracja muzyczna wybrana przez Wincentego Stachowskiego oraz scenografia i sceniczne stroje oparte na kontrastowych zestawieniach czerni, bieli i szkarłatu.

Osią dramaturgiczną, wokół której koncentruje się sceniczna intryga, są wielkie kontrasty. Odmienni są bohaterowie i światy, z których pochodzą. Scenerią akcji jest Genewa, miasto - symbol, gdzie jak w soczewce skupiły się wszelkie cechy dostatniej, bezpiecznej Europy, miasto równie piękne jak bogate, pełne znakomicie prosperujących banków, luksusowych hoteli i zamożnych ludzi, do których uśmiecha się fortuna. Ale nie brakuje w nim także przybyszów z innego, mniej szczęśliwego świata.

To właśnie bohaterowie spektaklu. Pierwszy jest młodym emigrantem z egzotycznej i dla wielu Szwajcarów niepokojącej Europy Wschodniej, drugi - rezydentem, mieszkającym w jednym z genewskich hoteli w Dzieli ich wszystko - wiek, życiowe doświadczenia, status materialny, pozycja społeczna, hierarchia wartości. Jednak te kontrasty stają się źródłem szczególnej, z lekka obsesyjnej fascynacji, opartej przede wszystkim na kulturowych różnicach i wynikających z nich implikacjach. Słowiańska fantazja, podszyta wspomnieniem ułańskich szarż i rzewnych rosyjskich romansów, zderza się z zachodnioeuropejskim pragmatyzmem odmierzanym brzękiem monet. Nieprzewidywalna słowiańska dusza, gdzie bezinteresowność splata z szaleństwem, jaskrawo kontrastuje z egoizmem starego Szwajcara. Czy leżący gdzieś daleko, nieznany, ale jakże barwny świat naznaczony jest "orientalną perfidią" i kiczem? A może - co z przezabawną dumą sygnalizuje młody Polak - "bizantyjskim dziedzictwem"? Albo po prostu - dramatem? Przecież są kraje, gdzie "wystarczy być podejrzanym, aby stać się oskarżonym, wystarczy być oskarżonym, aby stać się winnym...". Może więc degradacja społeczna nie jest zbyt wygórowaną ceną za pobyt w błyszczącym bogactwem genewskim raju? Taki bowiem los czekał (a może nawet i czeka nadal?) większość zarobkowych emigrantów z Europy Wschodniej.

W hotelowej restauracji między najniższym w służbowej hierarchii nocnym portierem a szwajcarskim rezydentem zaczyna się toczyć pasjonująca psychologiczna gra. Wzajemne relacje zmieniają się jak w kalejdoskopie, opadają maski, trwa walka o dominację, której efektem będzie pewna, mocno makabryczna w charakterze umowa. Czego dotyczy ten upiorny kontrakt? I czy zostanie zrealizowany? Odsyłam do Mrożka, naprawdę warto się tego dowiedzieć, tym bardziej, że spora dawka czarnego humoru i gorzkiego sarkazmu nie tylko bawi, ale przede wszystkim prowokuje filozoficzne refleksje.

Tak bogata problematyka, takie kłębowisko sprzecznych często emocji, tak jaskrawe zderzenie stereotypów kreujące absurdalną i w efekcie niebezpieczną sytuację, wymaga doskonałego aktorstwa, Nieprzypadkowo wiele dramatów Mrożka weszło do historii polskiego teatru także dzięki aktorskim kreacjom. Przed dialogowymi aktorami stanęło więc trudne wyzwanie zmierzenia się z teatralną tradycją. W tym kontekście na uwagę i podkreślenie zasługuje rola Jerzego Litwina, wpisująca się w klimat tej tradycji. Ten doświadczony aktor znakomicie odnajduje się w różnych scenicznych konwencjach. Także i w grotesce. Jest - jak zwykle, doskonały warsztatowo, mistrzowsko posługując się słowem i gestem. Swobodnie operuje również pastiszem i parodią, kreując postać granego przez siebie bohatera z lekkim autoironicznym dystansem. Jego scenicznym partnerem jest Paweł Ryfun Interesująco i z nutką humoru udało się oddać na scenie psychologiczną przemianę zachodzącą w duszy młodego Polaka, który z pogardzanego gastarbeitera staje się nagle panem sytuacji.

Na scenie Teatru Propozycji "Dialog" zobaczyliśmy w marcowy wieczór kolejny spektakl wpisujący się w nurt egzystencjalnych rozważań, tym razem przekazywanych w formie pełnej czarnego humoru groteski, wywodzącej się wprost z teatru absurdu. Na koniec przypomnijmy więc słowa samego mistrza Sławomira Mrożka:
Wprawdzie śmiałem się na rozmaite sposoby, i głośno i cicho, i biologicznie i intelektualnie, niemniej jednak mój śmiech nie dochodził do samego środka. Należę do pokolenia, którego śmiech zawsze bywa zaprawiony ironią, goryczą, czy rozpaczą...


 

 

Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"

 

Scena Teatralna | Scena Muzyczna | Scena Poezji | Teatr przy stolikach | Dialogi o Kulturze | Spotkania autorskie
  
Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog