Blondynka zdeterminowana

Izabela Nowak

Gościnny spektakl słupskiego Teatru RONDO, który na dialogowej scenie obejrzeliśmy 11 października 2007, pod wiele obiecującym tytułem Przy dziewczyno, przyj skrywał równie interesującą treść. Oczywiście, trudno się dziwić, wszak scenariusz był niezwykle oryginalną i błyskotliwą kompilacją najnowszych tekstów mistrza polskiej literatury - Tadeusza RÓŻEWICZA. Z fragmentów jego dzieł - Przyj dziewczyno, przyj do sukcesu, Pogrzeb po polsku, Trelemorele i Budowa wieży Bubel powstała przezabawna, ocierająca się o pastisz i groteskę komedia wyszydzająca negatywne zjawiska kultury masowej. Autorem scenariusza i reżyserem monodramu jest Stanisław Otto MIEDZIEWSKI, od dawna cieszący się sławą mistrza małych form teatralnych. Współpracująca z reżyserem młoda aktorka Wioletta KOMARÓWNA, którą niedawno oglądaliśmy w psychologicznym dramacie Grzech, po raz kolejny zachwyciła dialogową publiczność swoim talentem, wielką sceniczną ekspresją i brawurową interpretacją wielkich literackich tekstów.

Tadeusz Różewicz, niezależny prekursor awangardy w poezji i w dramacie, a jednocześnie twórca mocno zakorzeniony w tradycji romantycznej, wielokrotnie nazywany był "wielkim samotnikiem polskiej kultury, przekonanym o misji artysty pojmowanej jako stan wewnętrznego skupienia i etycznej wrażliwości". Tymczasem najnowsza twórczość sędziwego mistrza odkrywa zupełnie nowe, czasami nawet zaskakująco figlarne, oblicze Różewicza - wnikliwego obserwatora współczesności, mistrza błyskotliwych skojarzeń i nieubłaganego krytyka tak zwanych "eksperymentów artystycznych" w nowoczesnej literaturze i sztuce teatralnej.

Świetnie skomponowany przez Stanisława Otto Miedziewskiego spektakl obnaża więc mechanizmy i wszechobecną pustkę współczesnej kultury masowej, komercjalizację świata sztuki, postępujące zubożenie języka, jakim posługują się współcześni Polacy (fakt ten potwierdza między innymi kariera słowa "fajnie" i innych, nieco mniej parlamentarnych) oraz determinację i wyrachowanie jednosezonowych gwiazdek dążących ze wszelką cenę do sukcesu.

W postać takiej właśnie, mocno zdeterminowanej blondynki, brawurowo wciela się Wioletta Komarówna, kontynuując zresztą tradycje wymyślonej przed laty przez Różewicza groteskowej, a jednocześnie nieodparcie zabawnej artystki. To wywodząca się jeszcze z estetyki lat sześćdziesiątych Nadzieja Tupalskiej, osóbka traktująca siebie samą w kategoriach "przyszłości polskiej dramaturgii", która "pisze, gotuje... i adaptuje", a w tych, jakże twórczych i na sukces skazanych działaniach, w poszukiwaniach "nieznośnej lekkości bytu i niebytu", towarzyszą jej... Milan Kundera i myśli Herry'ego Pottera. Czas mija, Nadzieja Tupalska, nie rezygnując z pseudofilozoficznych rozważań i pseudoartystycznych aspiracji, zmienia swój artystyczny i sceniczny wizerunek. Pod skromnym czarnym płaszczykiem objawia się awangardowy kombinezon i oto razem z artystką wkraczamy dziarsko w dwudziesty pierwszy wiek, analizując pułapki cybersreksu w rzeczywistości wirtualnej... W części trzeciej kariera naszej Nadziei ulega gwałtownemu przyśpieszeniu, wymarzony sukces wreszcie nadchodzi i oto nasza bohaterka zbiorowej wyobraźni czasów banału, pustki i głupoty jest już na szczycie... Jak się okazuje, pod kombinezonem skrywa czarne, body kusząco podkreślające kształty, które - co przyznaje z rozbrajającą szczerością - zawdzięcza swojemu chirurgowi plastycznemu. A show nadal trwa...

Wioletta Komarówna w tej, jakże trudnej, złożonej z wielu scenicznych odcieni roli, daje prawdziwy koncert gry aktorskiej. Jej, pełna autoironicznego dystansu kreacja aż skrzy się od błyskotliwego humoru, aktorka z godną podziwu biegłością ulega błyskawicznym metamorfozom, wcielając się w kontrastowo odmienne postacie. Zachwyca żywiołowością, spontanicznością, wdziękiem, wyrazistością scenicznej ekspresji. Zadziwia również komediowym talentem, który dla pamiętających przejmujące role Wioletty Komarówny w psychologicznych dramatach widzów, był miłą niespodzianką i ciekawym odkryciem.

Doskonały artystycznie, pełen fantastycznych i oryginalnych skojarzeń tekst Tadeusza Różewicza zyskał bardzo interesujący scenicznie kształt dzięki artystycznej inwencji Stanisława Otto Miedziewskiego. Po raz kolejny słupski artysta potwierdził swoją klasę mistrza monodramu, jednego z najtrudniejszych gatunków w sztuce teatralnej. Objawił się również jako wizjoner współczesności, komponujący z kalejdoskopu pastiszowych scen spójne dramaturgicznie i bardzo efektowne pod względem formalnym widowisko, będące gorzką diagnozą obowiązujących w kulturze masowej trendów. Swoim, inspirowanym geniuszem autora Kartoteki przemyśleniom, nadaje formę zajmującej historii, serwowanej z żartobliwym przymrużeniem oka. Brawurowo splata różne konwencje, żongluje elementami groteski, farsy, pastiszu, kreując efektowną, a jednocześnie nasyconą sarkazmem sceniczną rzeczywistość. Taką, która otacza nas na co dzień, która irytuje, zaskakuje, ale - na szczęście! - także śmieszy i bawi. Bo chociaż świat dynamicznie się zmienia, mechanizmy rządzące zbiorową wyobraźnią pozostają takie same, a kolejne pokolenia blond-gwiazdek będą - z determinacją godną lepszej sprawy - przeć do sukcesu...

Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"



Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog