O SZKODLIWOŚCI PALENIA TYTONIU

Joanna NOWIŃSKA

Światowej klasyka jest artystyczną wizytówką Teatru "RONDO" ze Słupska, często goszczącego na scenie koszalińskiego "Dialogu". Mieliśmy już okazję oglądać inscenizacje prozy Fiodrora Dostojewskiego, Tomasza Manna, Alberta Camusa i Witkacego. 16 listopada 2006 przyszedł czas na Antoniego Czechowa i monodram "O szkodliwości palenia tytoniu". Reżyserem wszystkich spektakli jest Stanisław OTTO-MIEDZIEWSKI, który urzeczywistnia swoje wizje z pomocą ulubionych aktorów - Caryl Swift i Marcina Bortkiewicza. Wraz z Czechowem do tego duetu dołączył Mieczysław GIEDROJĆ.

W prawosławnej tradycji obrzędowej ważne miejsce zajmują tak zwane "wspominki", czyli spotkania towarzyskie poświęcone pamięci ukochanych zmarłych - powiedział Stanisław Otto-Miedziewski. - Potraktujmy więc nasz dzisiejszy spektakl jako "wspominki" o Czechowie. Za życia był znany, szanowany, popularny, ale - nie znakomity. Pierwszym, który nazwał Czechowa "wielkim pisarzem nie tylko rosyjskiego, ale i światowego formatu", był Lew Tołstoj. On też najpiękniej pożegnał wielkiego artystę. Po przedwczesnej śmierci Czechowa napisał: "To był wspaniały człowiek. Skromny, cichy, pokorny jak dziewczyna. Był wspaniały!"

Dziś nikt już nie wątpi w wielkość Czechowa, zaliczanego do grona najwybitniejszych przedstawicieli literatury rosyjskiej i twórców światowego teatru. Chociaż skupia się przede wszystkim na życiu dziewiętnastowiecznej Rosji, jego myśli i uniwersalne przesłanie literackich i scenicznych dzieł docierają do odbiorców z różnych kręgów kulturowych. Dramaty Czechowa - Mewa", "Wujaszek Wania", "Trzy siostry", "Wiśniowy sad" - grywane są bez przerwy na największych scenach teatralnych świata. Jego zabawne, pełne dobrotliwej ironii opowiadania, humoreski, felietony i anegdoty są wciąż chętnie czytane i - w różnych konwencjach - przenoszone na scenę. Łącząc przenikliwą obserwację obyczajową z umiejętnością kreowania prawdziwych psychologicznie postaci, Czechow wplata w swą twórczość także rzewną nutkę nostalgii. Trudno pozostać obojętnym wobec takiego żywiołu prawdy i emocji.

 

 

W ten nostalgiczny nurt doskonale wpisuje się monodram "O szkodliwości palenia tytoniu". Tym razem w materię nasyconej ciepłym humorem obyczajowej miniatury wpleciony został dramat niespełnienia i samotności. Przez reżysera zrealizowany błyskotliwie i precyzyjnie, z ogromnym wyczuciem specyficznego klimatu, tak charakterystycznego dla czechowowskiej twórczości. I równie znakomicie zagrany przez Mieczysława Giedrojcia - doświadczonego aktora, klauna, mima wywodzącego się w tradycji koszalińskiego Teatru Ruchu "Blik", uczestnika wielu międzynarodowych teatralnych festiwali w Anglii. Francji, Niemczech, Rosji, Słowacji, Szwajcarii i na Ukrainie. Nie jest to pierwsze spotkanie aktora z wielką literaturą rosyjską. Na swoim koncie ma już wysoko ocenione przez teatralną krytykę role w "Łagodnej" Fiodora Dostojewskiego i "Nosie" Mikołaja Gogola.

Oto leciutko rozchyla się kurtyna i widzimy bladą twarz bohatera. Niepewnie wychodzi na scenę. Rozbiegane oczy przesuwają się czujnie po widowni, nerwowo drżą dłonie układające stos pomiętych kartek papieru. Dręczy go nerwowy tik i zżera go trema, bowiem na polecenie srogiej małżonki musi wygłosić charytatywny odczyt "O szkodliwości palenia tytoniu". Ale rozkaz to rozkaz, więc - odziany w pamiętające lepsze czasy frak - zabiera się do naukowych dysertacji. Jednak nudny wykład zmienia się rychło w smętną historię życia bohatera, cierpiącego na powszechną w Rosji nieuleczalną chorobę - "alkohol i złą żonę".

Trzydzieści trzy, pobłogosławione siedmioma córkami lata, jakie spędził w tragicznie nieudanym związku z despotyczną kobietą były - jak twierdzi "diabła warte"! Małżeńska udręka zmieniła pełnego ideałów, marzeń i planów na przyszłość młodzieńca w żałosnego safandułę. Siedząc bezwolnie pod pantoflem zamożnej małżonki, zdurniał i zgłupiał. Bo jak inaczej można tłumaczyć jego zgodę na bezlitosny wyzysk? Chociaż sroga połowica nazywa go "błaznem" (a także "bazyliszkiem" i "szatanem"), na prowadzonej przez nią pensji wykłada przecież matematykę, fizykę i chemię, prowadzi tez zajęcia z muzyki, tańca i śpiewu. Jest również znanym w okolicy mistrzem okolicznościowych przemówień - jubileuszowych i pogrzebowych. I co? I nic. Bez jednej kopiejki przy duszy, wiecznie głodny (jedną z licznych "cnót" małżonki jest bowiem obsesyjna oszczędność), lekceważony i upokarzany szuka pociechy w kieliszku... ale tylko w tajemnicy przed żoną! Przecież nawet jedno spojrzenie surowej małżonki budzi w nim zabobonny lęk. Na samo wspomnienie cały drży... Oj! Poleciał by sobie gdzieś daleko, a tu nawet... "poskarżyć się nie ma komu". Nagle w chwili tragicznego olśnienia uświadamia sobie dramat swego zmarnowanego na zawsze życia. W odruchu buntu zrywa stary frak, rzuca na ziemię i depcze w bezsilnej złości. Jednak ten moment okrutnej prawdy mija równie szybko jak się pojawił... i oto pokonany przez życie mówca pokornie wraca do naukowych wywodów potwierdzających słuszność tezy o szkodliwości palenia tytoniu. I tak bardzo się stara być przekonywujący... przecież wśród słuchaczy może kryć się jego żona!

Wielkie brawa dla aktora! Mieczysław Giedrojć w sposób doskonały wciela się w graną przez siebie postać. Oczywiście - bawi, postaci żałosnych pantoflarzy są wszak nieodparcie zabawne, ale jest to śmiech przez łzy. Z wielką ekspresją oddaje na scenie wszystkie emocje swego bohatera, słowo wzbogaca mimiką, spojrzeniem i wyrazistym gestem budując niezwykle plastyczną aktorską kreację i sugestywnie oddając tragedię zmarnowanego życia. W oszczędnej scenografii, w spektaklu pozbawionym muzycznej ilustracji cała uwaga publiczności skupia się na aktorze. Tym bardziej godna podziwu jest finezja warsztatowa Mieczysława Giedrojcia, jego płynność w przechodzeniu od groteskowej komedii do dramatu, umiejętność budowania nastroju i perfekcyjnego pointowania poszczególnych scen. Potrafi też wzbudzić sympatię dla wykreowanego przez siebie bohatera. Bo jak tu nie lubić tak okrutnie potraktowanego przez los człowieka, który swoją opowieść wieńczy krótkim, ale jakże wymownym stwierdzeniem: "Rzekłem... i już mi ulżyło!".

 

 

Niniejszy tekst publikujemy dzięki uprzejmości
redakcji miesięcznika społeczno-kulturalnego "Miesięcznik"

 

Scena Teatralna | Scena Muzyczna | Scena Poezji | Teatr przy stolikach | Dialogi o Kulturze | Spotkania autorskie
  
Napisz do nas: dialog@teatrdialog.koszalin.pl
jeśli masz jakiekolwiek pytania czy sugestie.
Copyright © 2003 Stowarzyszenie Teatr Propozycji Dialog